mogłabym iść do pracy w policji, zaniedbywać swoją rodzinę i cykl by się

Spojrzała mu w oczy. Wiedziała, że próbował przejrzeć ją na wylot, uchylić zasłonę, którą się otaczała.
Zamarła. Michaił wydmuchnął kłąb dymu w jej kierunku i zaśmiał się, kiedy zaczęła
Pewnie uzna, że wreszcie zaczęła myśleć rozsądnie, wzięła pod uwagę zamożność
- Może byście weszli do środka? - spytał cierpko Alec, wskazując ku salonowi.
- Doskonały pomysł - odparł cierpko. - Nie myślałem o tym.
wymachując nogami w powietrzu i spoglądając na przyjaciela z powątpiewaniem. –
Gdy Alec wyszedł mu na spotkanie, nadeszli akurat Rush i Fort.
- Mam nadzieję. - Im bliżej rozstrzygnięcia, tym bardziej się denerwował. - Ma pani doskonalą opinię w środowisku, ale nigdy nie stawała pani przeciwko komuś takiemu jak Blaque.
Z nią było inaczej.
- Czyż regent nie czeka na ciebie? Dlaczego nas nie zostawisz, żebyśmy mogły sobie
- Precz, ty hultaju!
zapewne chcąc jej odebrać broń. Wodziła pistoletem od lewej do prawej i z powrotem,
Teraz, kiedy była obok, czuł się spokojny i zrelaksowany. Miał wrażenie, że dzięki niej wszystko nabiera właściwych proporcji.
- Czy ja tu zawiniłam?! - krzyknęła, zrywając się na nogi. - Mówiłeś, że przyszli twoi

Kątem oka spostrzegł kolejny ruch.

- Nie... To znaczy tak... - Nie wiedziała, która odpowiedź jest bliższa prawdy.
Nie wymierzyła policzka lordowi Alecowi. Był zbyt fascynujący, przystojny i uroczy.
Zniecierpliwiony, zły w równym stopniu na siebie, co na nią, przysunął się jeszcze bliżej. Natychmiast zesztywniała, więc podniósł do góry obie ręce, pokazując, że nie chce zrobić jej nic złego.

- Interesuję się pracą Centrum Sztuki - wyjaśnił, całując jej ręce. Potem przywitał się z Bellą. - Proszę nie wstawać. Nie chciałem wam przeszkadzać.

swoją sprawę. Uzgodnili, że będzie przekazywała informacje do detektywa
jej jak młotem. Jeszcze nigdy w życiu nie była taka zła. W tej chwili
było się domyślić, co ojcu chodziło po głowie.

- Powiedz mi, co czujesz! - zażądał w przypływie niespodziewanej frustracji. - Daj mi chociaż tyle, do cholery!

Glenda zmarszczyła brwi, szukając riposty, ale jej się nie udało. Nie wiedziała
wciąż na rozciętej wardze smak krwi, pragnęła, żeby to się wreszcie skończyło. Żałowała, że
– Dobra. – Żółtodziób rozglądał się uważnie po korytarzu, podejrzanie spokojnym i